Polskie Radio uruchomiło podcast „Proszę o ciszę!” – dziesięcioodcinkowy cykl Katarzyny Pilarskiej o hałasie, który stał się codziennością milionów Polek i Polaków. Gościem w kilku odcinkach był Alan Grinde, prezes naszej fundacji, który opowiadał o wynikach raportów „Hałas w mieście” i „Hałas pod czy poza kontrolą?”, a także o kosztach hałasu dla zdrowia, budżetu państwa oraz o rozwiązaniach, które polskie miasta mogłyby wdrożyć już dziś.
„Hałas jest dla wszystkich. Cisza jest dziś luksusem” – tak Polskie Radio zapowiada podcast, którego kolejne odcinki ukazywały się od 15 sierpnia 2026 roku . Autorka cyklu Katarzyna Pilarska nie ukrywa, że temat ma dla niej wymiar osobisty:
– Jak to zwykle bywa, temat wziął się z życia. Wiele lat mieszkałam w głośnych miejscach, a każda kolejna przeprowadzka nie poprawiała sytuacji – mówi Katarzyna Pilarska. – Z miesiąca na miesiąc zauważyłam, że czuję się coraz gorzej i mówię głównie o hałasie. I okazało się, że inni też widzą i słyszą ten problem, każdy zaczynał opowiadać mi swoją historię. I tak powstał pomysł podcastu na temat, który dotyczy prawie każdego.
To jest bardzo cenny, jeśli nie najcenniejszy aspekt tego cyklu. Obok ekspertów – akustyków, lekarzy, prawników, socjologów – głos dostali zwykli ludzie. Mieszkaniec Katowic, który kupił „dom marzeń” przy ulicy z autobusami co dwie minuty, wydał majątek na neurologów i kardiologów, zanim zrozumiał, że to kryzys nerwowy, bo dom przestał być azylem; po sprzedaży domu objawy „ustąpiły jak ręką odjął”. Mieszkańcy warszawskich Siekierek od lat budzeni są przez piaskarki jeżdżące od 4:00, a nawet 2:00 w nocy, a od burmistrza usłyszeli radę, by kupić zatyczki do uszu i brać melatoninę. Zapytani o emocje, mieszkańcy odpowiadali: frustracja, złość, niemoc, zmęczenie, bezsilność, wściekłość i żal . Jeden z nich podsumował: „To, co się dzieje w miastach, to po prostu przemoc wobec mieszkańców”. Chociaż może wydawać się to nie zawsze oczywiste, ale eksponowanie na chroniczny, uciążliwy i degradujące zdrowie hałas to właśnie forma przemocy psychicznej.
Hałas poza zainteresowaniem decydentów
W trzecim odcinku, zatytułowanym „Hałas z każdej strony. 4000 zgonów rocznie. Dlaczego urzędy milczą?” , Alan Grinde przedstawił wnioski z naszego raportu „Hałas pod czy poza kontrolą?”, w którym przepytaliśmy 16 urzędów marszałkowskich, 16 miast, resorty i GDDKiA o wdrażanie wyroku TSUE z kwietnia 2023 roku dotyczącego dyrektywy hałasowej:
– Mieliśmy ochotę zmienić nazwę raportu na „»”Hałas poza zainteresowaniem decydentów” – rozpoczyna Alan Grinde. – Chociaż są liderzy, jak Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego czy miasto Kielce – większość instytucji zignorowała wyrok TSUE oraz konsekwencje zdrowotne.
Bydgoszcz wykazała dużą świadomość i zmapowanie problemu oraz potrzeb w tym zakresie, ale uczciwie przyznała, że nie ma na to wielomilionowych środków w budżecie – bardzo to cenimy. Dla odmiany lokalne wobec Bydgoszczy województwo kujawsko-pomorskie odpowiedziało tylko na jedno z ponad 30 pytań – jest to także wykaz jak lokalni decydenci mają zrozumienie dla tematu.
– Europejska Agencja Środowiska szacuje, że hałas kosztuje Unię 0,6% PKB (a WHO 0,71%) – mówi dalej Alan Grinde. – Przekładając to na Polskę, wydajemy rocznie około 22–23 miliardów złotych (a nawet 28 miliardów) na leczenie chorób wywołanych hałasem, spadek produktywności i zwolnienia lekarskie. To kwota przewyższająca dziurę budżetową w NFZ. Przyrównujemy to do przeciekającej rury. Kiedy masz wysokie rachunki za wodę z powodu cienkącej rury, to jako odpowiedzialny gospodarz naprawiasz rurę, a nie ograniczasz picie i mycie.
Dla porównania: w tegorocznym budżecie NFZ brakuje według ministry zdrowia około 14 miliardów złotych, co skutkuje decyzjami o zamykaniu oddziałów, niektórych placówek czy ograniczaniu liczby świadczeń wykonywanych przez fundusz – a więc zamiast naprawić rurę, racjonujemy ilość wody, a rura dalej cieknie i dalej drenuje nasz portfel. Zwłaszcza – jak wykazuje Europejska Agencja Środowiska – każde euro zainwestowane w ochronę przed hałasem zwraca się dziesięciokrotnie. Ochrona przed hałasem na największy współczynnik zwrotu inwestycji pośród ochrony przed innymi zanieczyszczeniami. I nie powinno być istotne czy ten zwrot będzie w ciągu kadencji dalego rządu. Zdrowie oraz życie Polek i Polaków powinno być ponad interesami politycznymi i światopoglądowymi decydentów.
Dlaczego to, co wlewa się do nas przez uszy, degraduje zdrowie? Wyjaśnił to w tym samym odcinku dr Grzegorz Bogusz, lekarz i redaktor portalu „Coraz głośniej”: hałas uruchamia pierwotną reakcję „walcz lub uciekaj” i stale podnosi poziom adrenaliny i kortyzolu, co prowadzi do nadciśnienia, chorób serca i wyczerpania organizmu. Najgroźniejszy jest hałas nocny – człowiek śpi, ale organizm słyszy i utrzymuje wysoki poziom hormonów stresu. Ile razy mieliście tak, że niby spaliście cała noc, a rano czujecie się dalej nie zregenerowani? Sprawdźcie co się dzieje za oknami, co przenika do mieszkania – możliwe, że niskotonowy hałas z pobliskich urządzeń wentylacyjnych. NIe musimy być świadomi hałasu, aby nasz organizm go przetworzył i zareagował. Mikrowybudzenia, które mogą się pojawić już przy 40 dB hałasu zewnętrznego rozbijają nam głęboki sen, w którym to regenerujemy nasze siły psychofizyczne.
Co miasta mogą zrobić same
W podcaście padły też konkretne, sprawdzone w Europie rozwiązania: inteligentne progi Actibump ze szwedzkiej Uppsali, które obniżyły tam hałas o 64% i karzą wyłącznie przekraczających prędkość; dwuwarstwowy cichy asfalt stosowany w Holandii, dający 6–8 dB redukcji zamiast 2 dB polskiego asfaltu porowatego; strefy 30, barcelońskie superbloki, a także proste decyzje w zasięgu samorządów – zamykanie ogródków gastronomicznych po 22:00–23:00 czy zmiana priorytetów policji wobec nocnych „patokierowców”. W końcu zwróćmy uwagę na skalę – jeden motocyklista wybudza w nocy tysiące mieszkańców, degradując ich sen, a w konsekwencji zdrowie. Mamy więc jednego sprawę i setki, a czasem i tysiące poszkodowanych. To, że te osoby nie mają podbitego oka, tylko są pozamykane w domach próbując odpocząć, nie oznacza, że służby nie powinny brać ich krzywdy pod uwagę.
Tymczasem w Polsce idziemy w odwrotnym kierunku. Jak przypomniał w piątym odcinku dr Michał Gałuszka z Katedry Akustyki UAM, w 2012 roku podwyższono dopuszczalne poziomy hałasu do 68 dB w śródmieściach dużych miast – poziomu, przy którym nie da się spokojnie rozmawiać przy otwartym oknie – a kolejne obiekty, jak Orliki, są po prostu wyłączane spod ochrony akustycznej zamiast być wyciszane. W kolejności już czeka wieś w projekcie resortu rolnictwa, a lobby lotnicze również walczy o poluzowanie norm.
* * *
Przed nami i wszystkimi zainteresowanymi aspektem drugiego zanieczyszczenia świata wiele pracy, ale dzięki inicjatywom jak serie podcastów „Prosimy o ciszę” jesteśmy na dobrej drodze. Trudnej, długiej, ale dobrej.
Dziękujemy redaktor Katarzynie Pilarskiej za to, że z osobistego doświadczenia zrobiła dziesięć godzin rzetelnej, publicznej rozmowy o problemie, który dotyka milionów ludzi, a wciąż jest spychany na margines debaty o zdrowiu. Zmiana percepcji – od „przewrażliwienia” do zrozumienia, że hałas skraca życie i kosztuje nas wszystkich miliardy – to pierwszy krok do tego, by prawo do ciszy przestało być luksusem, a oczywistością.
WSZYSTKIE ODCINKI SERII „PROSZĘ O CISZĘ” POSŁUCHASZ NA STRONIE POLSKIE RADIO. Polecamy.


